Manager nowej generacji

advanced divider

Wyzwanie…

To był ostatni set meczu. Przegrywaliśmy wtedy 14:13 w tie-breaku i strata kolejnego punktu oznaczała porażkę, po 2 godzinach męczącej walki. Mało tego, oznaczałaby koniec naszego udziału w turnieju finałowym mistrzostw Europy… Właśnie ustawiłem się do wykonania zagrywki, po spojrzeniu na partnera z drużyny. Wiedziałem, że jeśli uda nam się wyprowadzić kontratak, to piłka zostanie wystawiona do mnie…

W biznesie, jak i w sporcie, spotykamy się z sytuacjami, w których wiele zależy od tego, jak na daną sytuację zareaguje przeciwnik, konkurent. Pomimo pełnego skupienia jesteśmy uzależnieni od decyzji podejmowanych przez kogoś, kto z nami rywalizuje, kto ma za zadanie w jak najszybszy sposób osiągnąć swój zamierzony cel, odmienny od naszego. Stres, poczucie uciekającego czasu, rywalizacja i adrenalina mieszają się ze sobą w tempie, który trudno objąć w czasie. Stajesz przed ogromną szansą i wyzwaniem. Pragniesz tego, co jest pięć minut dalej, a co może się skończyć właśnie teraz, w tej jednej, krótkiej chwili. Jedyne, co Ci pozostaje, to spokój i cierpliwość.

Przeciwnicy przyjęli zagrywkę perfekcyjnie, rozegrali dokładnie na lewe skrzydło i zaatakowali. Jakimś nieznanym mi wcześniej cudem obroniłem ten silny atak i piłka poszybowała do góry, lekko wychodząc poza boisko do siatkówki plażowej, prawie dotykając banerów reklamowych (jakby emocji było mało). Mój partner z drużyny przebiegł dziesięć metrów, aby wystawić mi wysoką piłkę na lewe skrzydło. Jakby w pełnej hipnozie wyskoczyłem, by ją zaatakować, a determinacja i wola wygrania tej rywalizacji o ten jeden punkt – rozpierała moje ciało. I kiedy byłem w powietrzu, kiedy uderzyłem piłkę z całą siłą, tak jak już tysiące razy robiłem to na treningach i w innych meczach o „stawkę”, zdążyłem zobaczyć tylko, jak odbija się od bloku naszych rywali i mojego partnera krzyczącego z radości z podniesioną ręką ku górze. Kilku naszych kibiców już poderwało się do góry i zaczęło cieszyć, ale ja wiedziałem, że będzie nerwowo. Piłka odbiła się na skraju linii kończącej obręb boiska, nikt tak naprawdę nie był w stanie w tej krótkiej chwili określić gdzie upadła piłka. Sędzia podszedł wolnym krokiem, aby sprawdzić ślad pozostawiony na boisku. Wrócił na swoje stanowisko i podjął decyzję. Przegraliśmy 15:13 i  2:1 w setach. Zostałem zablokowany przy najważniejszej dla nas piłce meczu. Koniec historii.

Walka…

Sport i biznes żądzą się wspólnymi prawami i wartościami: trzeba wygrać dwa sety, żeby wygrać mecz. Nawet jeśli wygrasz jeden set i na Twojej twarzy maluje się obraz zwycięstwa, musisz wygrać jeszcze drugi, by zamknąć sprawę. Nie ma remisów, nie ma kompromisów. Wygrywasz dwa sety albo przegrywasz… W biznesie jest jak w siatkówce: porażka cholernie boli. Dajesz z siebie wszystko, jak mężczyzna bierzesz sprawy na klatę, ciągle do przodu, pomimo wyrzeczeń, bo wiesz, że jest szansa na zwycięstwo. Co innego, jeśli idzie jak po grudzie i wiesz od początku, że szansę są marne. Na nic się zdają motywacyjne powiedzonka w stylu „porażka uczyni Cię silniejszym”. Nie teraz, nie w tej chwili. Właśnie przegrałeś rywalizację, dla Ciebie, na ten moment, najważniejszą w życiu.

Myślę, że każdego z nas to dotyczy. My, mężczyźni, lubimy rywalizować, więc częściej ponosimy porażki i odnosimy sukcesy, częściej doświadczamy tych emocji i żyjemy tymi wartościami. Pytanie teraz do Ciebie: czy zdarzyło Ci się nie wierzyć w siebie? czy zabrakło Ci kiedyś siły na to, by dokończyć to, co zacząłeś? czy zdarzyło Ci się drżeć przed wykonaniem telefonu do klienta lub innej ważnej osoby? czy zdarzyło Ci się pomyśleć: „wyśmieją mnie, jak opowiem im o sobie”? Jeżeli jesteś menedżerem swojego życia i pochodzisz z nowej generacji, to nie musisz mi odpowiadać. Ja już wiem i Ty wiesz, że ja wiem, bo jesteśmy z tego samego plemienia – pragnących od życia więcej.

Porażka…

Pewnie zdarzyło Ci się, dokładnie tak samo jak mnie, przegrywać. Być może nawet przegrywać dwa razy z rzędu, trzy razy z rzędu… Często w takiej sytuacji nie mamy już siły podejmować następnej próby. Przecież poprzednie zakończyły się klapą, ale jednak walczysz do końca, bo jesteś facetem z krwi i  kości. To ważna umiejętność w sporcie, w życiu i biznesie. Nawet jeśli przegrywasz, walcz. To również cecha wielkich liderów. Z kolan podnosił się już niejeden biznesman. Poczytaj o Richardzie Bransonie albo Donaldzie Trumpie. Czy poznalibyśmy ich nazwiska, gdyby poddali się po dwóch, trzech porażkach? No właśnie…

Byli zawodowi sportowcy, ludzie sukcesu, biznesmeni, którzy w życiu ponieśli więcej porażek niż większość z  nas, są utwierdzeni w fakcie, że rozwijanie, to przekraczanie i że tylko zwycięstwa nad swoimi ograniczeniami otwierają szeroko drzwi do nowych możliwości. Gotowi są poszukiwać rozwiązań i wzrostów tam, gdzie ludzka natura nakazuje odpuszczać. Żyją według przekonania mistrzów: „rybacy wiedzą, że morze jest niebezpieczne, a sztorm straszliwy. Jednak nigdy nie traktują tych niebezpieczeństw jako wystarczającego powodu do tego, by pozostać na brzegu”.

Dlaczego? Bo są facetami. Menedżerami nowej generacji. Koniec i kropka.